czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 36 cz.1

Ilia
Dlaczego się na to zgodziłam? Teraz muszę wytrzymać z tą niedorozwiniętą, głupią blondyną, pomyślałam patrząc na Celine. Szturchnęłam ją ręką.
- Wstawaj! - wydarłam się jej do ucha.
Ta usiadła nagle na łóżku i rozejrzała przerażona. Po chwili spojrzała na mnie groźnie mrużąc oczy.
- Musiałaś? - syknęła.
- Owszem - odparłam z satysfakcją - Zbieraj się, bo nie zdążymy na lot. Kiedy ty sobie smacznie spałaś, to inteligentna, wspaniała ja, sprawdziłam kiedy jest najbliższy lot do Francji i zabukowałam nam bilety.
- Muszę lecieć? Nie znoszę podróży samolotem - jęknęła.
Bardzo chciałam powiedzieć, że nie musi ale jak usłyszałam dalszą część jej wypowiedzi to zmieniłam zdanie.
- Oczywiście, że musisz - powiedziałam rzucając w nią torbą z rzeczami na podróż, które kupiłam w pobliskim sklepie.
Dziewczyna zamruczała coś pod nosem, wstała i z podniesioną głową wyszła z pokoju. Rozbawiona tym małym przedstawieniem poszłam za nią. Na dole czekała już wcześniej przeze mnie zamówiona taksówka.
Całą drogę milczałyśmy posyłając sobie nawzajem miażdżące spojrzenia.

Sam

Spojrzałem na białowłosego.
- Czy możesz mi przypomnieć co się stało wczoraj? - spytałem zmieszany.
Ten uniósł jedną brew.
- Właściwie jestem w stanie zrozumieć to, że niczego nie pamiętasz, w końcu to było głównym celem-mruknął - Przyszedłeś tutaj za jakimiś trzema dziuniami. Jakiemuś facetowi, nazywał się chyba Amoir Lancaster, to się nie spodobało i zapłacił mi za to abym cię upił...

Retrospekcja ( z perspektywy Miguela)

Jakiś facet przywołał mnie ruchem ręki. Podszedłem do niego i spytałem się czy czegoś potrzebuję.
- Dobry wieczór, nazywam się Amoir Lancaster. Umówiłem się tutaj na spotkanie  z tymi dziewczynami - wskazał trzy laski stojące przy barze -  Lecz zauważyłem, że śledzi je jakiś facet i mam do pana prośbę. Czy mógłby pan upić tego gościa tak aby jutro niczego nie pamiętał? - spytał się uśmiechając czarującą. 
- Dosyć dziwna ta pana prośba - stwierdziłem - A gdzie on jest ? 
Wskazał palcem przystojnego, uroczego blondyna stojącego pięć metrów od tamtych dziewczyn. Zdziwiłem się trochę, myślałem, że facet miał na myśli jakiegoś starego, zgrzybiałego dziwaka, ale jeśli tak sytuacja wygląda. 
- Z chęcią się nim zajmę ale to ty płacisz za jego drinki - powiedziałem po czym ruszyłem w stronę chłopaka.
- Cześć - uśmiechnąłem się do blondyna.
Ten wytrzeszczył oczy i pobladł nagle. Spojrzałem na niego zaniepokojony.
- Wszystko w porządku ? - spytałem marszcząc brwi.
- Tak, po prostu... przypominasz mi kogoś - uśmiechnął się delikatnie.
Przyjrzałem mu się uważniej. Dosyć wysoki, smukły. Blond kosmyki opadały mu na niebieskie oczy okolone wachlarzem, czarnych jak skrzydła kruka, rzęs. Wstrzymałem oddech. 
Jego oczy wydawały się takie... stare, jakby za dużo widział w życiu, powierzchniowo wydawały się radosne ale w ich głębi czaił się mrok i smutek. Chciałbym poznać historię tych oczu, wiedzieć co takiego ujrzały, że zmieniły się tą bezkresną głębię pełną tajemnic.
- Może się napijesz? - spytałem.
Ten po chwili zastanowienia pokiwał głową. 
- Chętnie.
Skinąłem na barmana. 
- Coś mocnego - mruknąłem do niego - W ogóle nazywam się Miguel Martinez, jestem menadżerem tego, jakże zacnego ,klubu. 
Chłopak pokiwał głową, w ogóle nie zdziwiony. Sięgnął po drinka, upił krzywiąc się lekko i odparł :
- Sam Licht, nie jestem nikim ważnym. - krzywo się uśmiechnął i spojrzał w stronę dziewczyn.
- Nie może być tak źle - wyszczerzyłem się, dając dyskretny znak barmanowi aby mu dolał jeszcze.
- Jest, nic nie znaczę. Jestem sam, a jak znalazłem tego jedynego, to mi go odebrano - ostatnio słowa wyszeptał, lecz zdołałem je usłyszeć.

5 drinków później

- Sam - wydarłem mu się do ucha.
- Co?! - wybełkotał, ten to ma słabą głowę.
- Nie jesteś sam!
- Co? Naprawić ci kran? Ale ja nie umiem - spojrzał na mnie rozkojarzony.
- Domyślam się - zachichotałem rozbawiony - Zatańczysz ze mną? 
- A jakże! - potwierdził entuzjastycznie  - Ale ty masz gościu krzywą podłogę. 
Zaprowadziłem jego osobę na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć do piosenki naszej miejscowej gwiazdy, Caroline Vixien. Mimo, że trochę wypił to tańczył z gracją godną profesjonalisty. Nasze ciała wręcz płynęły przez parkiet. Po chwili muzyka ucichła. Poczułem klepnięcie w ramię.
- A cóż to za przystojniak? Przedstaw mnie - zatrzepotała rzęsami Caroline.
- Sam, poznaj Caroline Vixien, Caroline to Sam.
Blondyn ucałował dłoń dziewczyny.
- Jaki szarmancki - zachichotała - Podoba mi się - stwierdziła tonem znawcy.

8 drinków później

Z rozbawieniem obserwowałem jak półnagi Sam siedzi z Caroline pod biurkiem i opierając się o nią plecami, opowiada jej historię swojego życia. Lecz im dłużej go słuchałem tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że nie ma w tym nic zabawnego. Kiedy wspomniał o swoim ukochanym poczułem smutek jak i zadowolenie. Jest bi więc mogę mieć u niego szansę.  

10 drinków później

Mam już dosyć tego sosu czosnkowego. Konkurs kto zje więcej pizzy był złym pomysłem.

15 drinków później

- Sam ty chcesz ją pocałować, czy zrzygać się na jej różowy t-shirt? - spytałem nachylającego się nad Caroline blondyna.
- Oczywiście, że chcę mnie pocałować! - stwierdziła dziewczyna.
- Nie wiem - wybełkotał chłopak.
 Zawlokłem go do toalety, gdzie uraczył mnie pawiową arią. Po chwili oparł się o muszle klozetową i spojrzał na mnie w miarę świadomym wzrokiem.
- Przypominasz mi mojego chłopaka. Zapewne jest teraz w niebie i patrzy jaki jestem żałosny - zaśmiał się ochryple.
Pokręciłem głową. Od kiedy zaczął pić gadał tylko o Franklinie. Rozumiem, że to świeża rana ale bez przesady, musi się podnieść bo nigdzie w życiu nie znajdzie. Wtedy mój pijany umysł wpadł na genialny pomysł.
- Jak chcesz mogę ci pomóc o nim zapomnieć - zaproponowałem.
Parsknął.
- Nie prześpię się z tobą - wymamrotał.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Miałem na myśli to - szepnąłem i go pocałowałem.

- Pominę to, że wykorzystałeś sytuacje kiedy byłem pijany aby mnie pocałować. Tylko jedna rzecz jest dla mnie niejasna... dlaczego mi o tym wszystkim mówisz? Przecież chyba nie powinieneś - powiedziałem.
- Wiesz, kiedy  mówiłeś Carolinie o swoim życiu, to powiedziałeś dlaczego śledziłeś te dziewczyny, więc uznałem, że mogę ci powiedzieć.
- Aha, no dobra. Wiesz co bo ja już muszę iść, ale chcę z tobą utrzymać kontakt...
Białowłosy zaśmiał się po czym podał mi jedną z wizytówek leżących na biurku.
- Tutaj masz mój numer - mrugnął do mnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz