poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział 36 cz.2

Ilia

Podkradłam się cicho i odgarnęłam gałąź. Miałam teraz idealny widok na katedrę w Clermont. Westchnęłam gdy usłyszałam jęk Celiny, zapewne oberwała tą gałęzią.
- Cicho! - syknęłam do niej, po czym wróciłam do obserwowania budynku.
Z tego co się zorientowałam, każde wejście było obstawione, przez co najmniej czterech ludzi Zakonu Trzech Wilków.  Zaczęłam się rozglądać za luką w obronię kiedy usłyszałam ciche dudnienie. Z chwili na chwilę stawało się coraz głośniejsze.
- Helikopter. - mruknęłam pod nosem.
Nie myliłam się. Kilka minut później na wielkim placu przed katedrą wylądował biały, luksusowy helikopter. Z środka wyszedł Ludwik i jakiś chłopak. Poczułam szturchnięcie w ramię.
- Daj zobaczyć - szepnęła Celina.
Odsunęłam się lekko. Wciągnęła gwałtownie powietrze.
- To Fryderyk - powiedziała cicho przez ściśnięte gardło - Zdradził nas.

Judy

Spojrzałam na zbliżającego się blondyna i westchnęłam z ulgą. Nic mu nie jest!
- Sam, nawet nie wiesz jak się martwiłam.
- Domyślam się - dojrzałam w jego oczach rozbawienie - Gdzie Ilia i Celina ?
- W mieście Clermont, w środku Francji.
- Nie poczekały na mnie, jak zwykle. - mruknął - To ja lecę - poklepał mnie po ramieniu.
Odszedł szybko.
- Poczekaj! - krzyknęłam za nim.
A on odwrócił się, unosząc jedną  brew.
- Polecę z tobą - odpowiedziałam na jego niezadane pytanie.
- Jesteś tego pewna ? Tam będzie bardzo niebezpiecznie, bardziej niż dotąd - powiedział marszcząc brwi.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Wiem o tym, ale muszę dopilnować abyście wszyscy wrócili w jednym kawałku.
Blondyn zaśmiał się cicho i podrapał głową po karku.
- Nie wiem co myśmy bez ciebie zrobili - mruknął.

Fryderyk

Rozejrzałem się, czując jakby ktoś mnie obserwował.
- Chodź, synu - ojciec pociągnął mnie w stronę katedry.
Przełknąłem ślinę widząc ogrom budynku. Wewnątrz wydawał się dużo większy niż zewnątrz. Wielkie, wzniosłe kolumny podpierały żebrowany sufit, ozdobiony freskami.
Usłyszałem chrząknięcie. Spojrzałem na ojca.
- Razem z moimi ludźmi sprawdzisz prawe skrzydło, w tym wieże - powiedział, tonem, który odradzał przeciw.
- Dob...
Moją wypowiedź przerwał donośny huk. Podbiegł do nas jakiś rudowłosy mężczyzna.
- Drugi Wilku, musisz się schronić! Zostaliśmy zaatakowani!
Ojciec zaklął szpetnie. Zamknął oczy i ścisnął między palcami nasadą nosa. Następnie spojrzał na rudzielca.
- Zostanę, ale jego schowaj - skinął na mnie - Najlepiej go zamknij i obstaw jakimiś strażnikami - dodał po chwili.
- Tak jest, Drugi Wilku - chwycił mnie za ramię i poprowadził w tylko sobie znanym kierunku.
Chciałem się wyrwać ale ściskał mnie jak imadło.  Po chwili wrzucił mnie do małego, obskurnego schowka z miotłami i środkami czyszczącymi. Nawet nie zdążyłem się obrócić, gdy usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza. Zostałem zamknięty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz