poniedziałek, 17 lipca 2017

Rozdział 36 cz.2

Ilia

Podkradłam się cicho i odgarnęłam gałąź. Miałam teraz idealny widok na katedrę w Clermont. Westchnęłam gdy usłyszałam jęk Celiny, zapewne oberwała tą gałęzią.
- Cicho! - syknęłam do niej, po czym wróciłam do obserwowania budynku.
Z tego co się zorientowałam, każde wejście było obstawione, przez co najmniej czterech ludzi Zakonu Trzech Wilków.  Zaczęłam się rozglądać za luką w obronię kiedy usłyszałam ciche dudnienie. Z chwili na chwilę stawało się coraz głośniejsze.
- Helikopter. - mruknęłam pod nosem.
Nie myliłam się. Kilka minut później na wielkim placu przed katedrą wylądował biały, luksusowy helikopter. Z środka wyszedł Ludwik i jakiś chłopak. Poczułam szturchnięcie w ramię.
- Daj zobaczyć - szepnęła Celina.
Odsunęłam się lekko. Wciągnęła gwałtownie powietrze.
- To Fryderyk - powiedziała cicho przez ściśnięte gardło - Zdradził nas.

Judy

Spojrzałam na zbliżającego się blondyna i westchnęłam z ulgą. Nic mu nie jest!
- Sam, nawet nie wiesz jak się martwiłam.
- Domyślam się - dojrzałam w jego oczach rozbawienie - Gdzie Ilia i Celina ?
- W mieście Clermont, w środku Francji.
- Nie poczekały na mnie, jak zwykle. - mruknął - To ja lecę - poklepał mnie po ramieniu.
Odszedł szybko.
- Poczekaj! - krzyknęłam za nim.
A on odwrócił się, unosząc jedną  brew.
- Polecę z tobą - odpowiedziałam na jego niezadane pytanie.
- Jesteś tego pewna ? Tam będzie bardzo niebezpiecznie, bardziej niż dotąd - powiedział marszcząc brwi.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Wiem o tym, ale muszę dopilnować abyście wszyscy wrócili w jednym kawałku.
Blondyn zaśmiał się cicho i podrapał głową po karku.
- Nie wiem co myśmy bez ciebie zrobili - mruknął.

Fryderyk

Rozejrzałem się, czując jakby ktoś mnie obserwował.
- Chodź, synu - ojciec pociągnął mnie w stronę katedry.
Przełknąłem ślinę widząc ogrom budynku. Wewnątrz wydawał się dużo większy niż zewnątrz. Wielkie, wzniosłe kolumny podpierały żebrowany sufit, ozdobiony freskami.
Usłyszałem chrząknięcie. Spojrzałem na ojca.
- Razem z moimi ludźmi sprawdzisz prawe skrzydło, w tym wieże - powiedział, tonem, który odradzał przeciw.
- Dob...
Moją wypowiedź przerwał donośny huk. Podbiegł do nas jakiś rudowłosy mężczyzna.
- Drugi Wilku, musisz się schronić! Zostaliśmy zaatakowani!
Ojciec zaklął szpetnie. Zamknął oczy i ścisnął między palcami nasadą nosa. Następnie spojrzał na rudzielca.
- Zostanę, ale jego schowaj - skinął na mnie - Najlepiej go zamknij i obstaw jakimiś strażnikami - dodał po chwili.
- Tak jest, Drugi Wilku - chwycił mnie za ramię i poprowadził w tylko sobie znanym kierunku.
Chciałem się wyrwać ale ściskał mnie jak imadło.  Po chwili wrzucił mnie do małego, obskurnego schowka z miotłami i środkami czyszczącymi. Nawet nie zdążyłem się obrócić, gdy usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza. Zostałem zamknięty.

czwartek, 15 czerwca 2017

Rozdział 36 cz.1

Ilia
Dlaczego się na to zgodziłam? Teraz muszę wytrzymać z tą niedorozwiniętą, głupią blondyną, pomyślałam patrząc na Celine. Szturchnęłam ją ręką.
- Wstawaj! - wydarłam się jej do ucha.
Ta usiadła nagle na łóżku i rozejrzała przerażona. Po chwili spojrzała na mnie groźnie mrużąc oczy.
- Musiałaś? - syknęła.
- Owszem - odparłam z satysfakcją - Zbieraj się, bo nie zdążymy na lot. Kiedy ty sobie smacznie spałaś, to inteligentna, wspaniała ja, sprawdziłam kiedy jest najbliższy lot do Francji i zabukowałam nam bilety.
- Muszę lecieć? Nie znoszę podróży samolotem - jęknęła.
Bardzo chciałam powiedzieć, że nie musi ale jak usłyszałam dalszą część jej wypowiedzi to zmieniłam zdanie.
- Oczywiście, że musisz - powiedziałam rzucając w nią torbą z rzeczami na podróż, które kupiłam w pobliskim sklepie.
Dziewczyna zamruczała coś pod nosem, wstała i z podniesioną głową wyszła z pokoju. Rozbawiona tym małym przedstawieniem poszłam za nią. Na dole czekała już wcześniej przeze mnie zamówiona taksówka.
Całą drogę milczałyśmy posyłając sobie nawzajem miażdżące spojrzenia.

Sam

Spojrzałem na białowłosego.
- Czy możesz mi przypomnieć co się stało wczoraj? - spytałem zmieszany.
Ten uniósł jedną brew.
- Właściwie jestem w stanie zrozumieć to, że niczego nie pamiętasz, w końcu to było głównym celem-mruknął - Przyszedłeś tutaj za jakimiś trzema dziuniami. Jakiemuś facetowi, nazywał się chyba Amoir Lancaster, to się nie spodobało i zapłacił mi za to abym cię upił...

Retrospekcja ( z perspektywy Miguela)

Jakiś facet przywołał mnie ruchem ręki. Podszedłem do niego i spytałem się czy czegoś potrzebuję.
- Dobry wieczór, nazywam się Amoir Lancaster. Umówiłem się tutaj na spotkanie  z tymi dziewczynami - wskazał trzy laski stojące przy barze -  Lecz zauważyłem, że śledzi je jakiś facet i mam do pana prośbę. Czy mógłby pan upić tego gościa tak aby jutro niczego nie pamiętał? - spytał się uśmiechając czarującą. 
- Dosyć dziwna ta pana prośba - stwierdziłem - A gdzie on jest ? 
Wskazał palcem przystojnego, uroczego blondyna stojącego pięć metrów od tamtych dziewczyn. Zdziwiłem się trochę, myślałem, że facet miał na myśli jakiegoś starego, zgrzybiałego dziwaka, ale jeśli tak sytuacja wygląda. 
- Z chęcią się nim zajmę ale to ty płacisz za jego drinki - powiedziałem po czym ruszyłem w stronę chłopaka.
- Cześć - uśmiechnąłem się do blondyna.
Ten wytrzeszczył oczy i pobladł nagle. Spojrzałem na niego zaniepokojony.
- Wszystko w porządku ? - spytałem marszcząc brwi.
- Tak, po prostu... przypominasz mi kogoś - uśmiechnął się delikatnie.
Przyjrzałem mu się uważniej. Dosyć wysoki, smukły. Blond kosmyki opadały mu na niebieskie oczy okolone wachlarzem, czarnych jak skrzydła kruka, rzęs. Wstrzymałem oddech. 
Jego oczy wydawały się takie... stare, jakby za dużo widział w życiu, powierzchniowo wydawały się radosne ale w ich głębi czaił się mrok i smutek. Chciałbym poznać historię tych oczu, wiedzieć co takiego ujrzały, że zmieniły się tą bezkresną głębię pełną tajemnic.
- Może się napijesz? - spytałem.
Ten po chwili zastanowienia pokiwał głową. 
- Chętnie.
Skinąłem na barmana. 
- Coś mocnego - mruknąłem do niego - W ogóle nazywam się Miguel Martinez, jestem menadżerem tego, jakże zacnego ,klubu. 
Chłopak pokiwał głową, w ogóle nie zdziwiony. Sięgnął po drinka, upił krzywiąc się lekko i odparł :
- Sam Licht, nie jestem nikim ważnym. - krzywo się uśmiechnął i spojrzał w stronę dziewczyn.
- Nie może być tak źle - wyszczerzyłem się, dając dyskretny znak barmanowi aby mu dolał jeszcze.
- Jest, nic nie znaczę. Jestem sam, a jak znalazłem tego jedynego, to mi go odebrano - ostatnio słowa wyszeptał, lecz zdołałem je usłyszeć.

5 drinków później

- Sam - wydarłem mu się do ucha.
- Co?! - wybełkotał, ten to ma słabą głowę.
- Nie jesteś sam!
- Co? Naprawić ci kran? Ale ja nie umiem - spojrzał na mnie rozkojarzony.
- Domyślam się - zachichotałem rozbawiony - Zatańczysz ze mną? 
- A jakże! - potwierdził entuzjastycznie  - Ale ty masz gościu krzywą podłogę. 
Zaprowadziłem jego osobę na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć do piosenki naszej miejscowej gwiazdy, Caroline Vixien. Mimo, że trochę wypił to tańczył z gracją godną profesjonalisty. Nasze ciała wręcz płynęły przez parkiet. Po chwili muzyka ucichła. Poczułem klepnięcie w ramię.
- A cóż to za przystojniak? Przedstaw mnie - zatrzepotała rzęsami Caroline.
- Sam, poznaj Caroline Vixien, Caroline to Sam.
Blondyn ucałował dłoń dziewczyny.
- Jaki szarmancki - zachichotała - Podoba mi się - stwierdziła tonem znawcy.

8 drinków później

Z rozbawieniem obserwowałem jak półnagi Sam siedzi z Caroline pod biurkiem i opierając się o nią plecami, opowiada jej historię swojego życia. Lecz im dłużej go słuchałem tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że nie ma w tym nic zabawnego. Kiedy wspomniał o swoim ukochanym poczułem smutek jak i zadowolenie. Jest bi więc mogę mieć u niego szansę.  

10 drinków później

Mam już dosyć tego sosu czosnkowego. Konkurs kto zje więcej pizzy był złym pomysłem.

15 drinków później

- Sam ty chcesz ją pocałować, czy zrzygać się na jej różowy t-shirt? - spytałem nachylającego się nad Caroline blondyna.
- Oczywiście, że chcę mnie pocałować! - stwierdziła dziewczyna.
- Nie wiem - wybełkotał chłopak.
 Zawlokłem go do toalety, gdzie uraczył mnie pawiową arią. Po chwili oparł się o muszle klozetową i spojrzał na mnie w miarę świadomym wzrokiem.
- Przypominasz mi mojego chłopaka. Zapewne jest teraz w niebie i patrzy jaki jestem żałosny - zaśmiał się ochryple.
Pokręciłem głową. Od kiedy zaczął pić gadał tylko o Franklinie. Rozumiem, że to świeża rana ale bez przesady, musi się podnieść bo nigdzie w życiu nie znajdzie. Wtedy mój pijany umysł wpadł na genialny pomysł.
- Jak chcesz mogę ci pomóc o nim zapomnieć - zaproponowałem.
Parsknął.
- Nie prześpię się z tobą - wymamrotał.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Miałem na myśli to - szepnąłem i go pocałowałem.

- Pominę to, że wykorzystałeś sytuacje kiedy byłem pijany aby mnie pocałować. Tylko jedna rzecz jest dla mnie niejasna... dlaczego mi o tym wszystkim mówisz? Przecież chyba nie powinieneś - powiedziałem.
- Wiesz, kiedy  mówiłeś Carolinie o swoim życiu, to powiedziałeś dlaczego śledziłeś te dziewczyny, więc uznałem, że mogę ci powiedzieć.
- Aha, no dobra. Wiesz co bo ja już muszę iść, ale chcę z tobą utrzymać kontakt...
Białowłosy zaśmiał się po czym podał mi jedną z wizytówek leżących na biurku.
- Tutaj masz mój numer - mrugnął do mnie.


poniedziałek, 29 maja 2017

Rozdział 35

Fryderyk

   Byliśmy na miejscu. Katedra w Clermont była ogromna. Gotycki kościół w całości zbudowany był z czarnych skał wulkanicznych, i już daleko zanim wylądowaliśmy widziałem ją z helikoptera. Uwagę przykuwała też jej wysokość.
   Już od kilku minut staliśmy na wprost wejścia, nad którym znajdowała się duża rozeta w stonowanych kolorach. Obok niej, na tle nieba, majaczyły dwie ostro zakończone wierze.
   Rozejrzałem się dookoła. Brak obecności ludzi był bardzo przygnębiający - w dali nie było słychać żadnych samochodów, krzyków dzieci i gwaru ulicy. Powinienem czuć się wśród ludzi mojego ojca jak w rodzinie, w końcu to ich widywałem przez całe życie, lecz nie tylko według mnie byłem tu intruzem.
   Ojciec położył dłoń na moim ramieniu i naprężyłem się pod wpływem jego dotyku. Twarz Ludwika Lichta wyrażała zadowolenie. Jego czarne włosy powiewały na wietrze, a oczy zwęziły się, gdy usta były rozciągnięte w uśmiechu. To była jego chwila.
   Poczułem szarpnięcie.
   Po chwili ojciec pewnym siebie krokiem podszedł do drewnianych wrót i mocno je pchnął.
  W myślach błagałem, aby Łabędzie pojawiły się tu jak najszybciej.
   Kropla potu spłynęła po moim karku i obluzowałem kołnierz czarnej koszuli. Wyprostowałem plecy, gdy przed oczyma stanął mi jasnowłosy chłopak. Wiedziałem, że go zdradziłem. Miałem wybór. Czy kiedyś mi wybaczy?
   A urocza blondynka o dwóch obliczach? Czy znów ją pokocham? Czy kiedykolwiek przestałem?
   Nawet nie wiedziałem kiedy, znalazłem się w środku świątyni.
   Wysoki sufit podpierały liczne kolumny, a przez wysokie okna do środka wpływało dużo światła. Próbowałem znaleźć ojca, ale gdzieś zniknął.
   Spojrzałem na żyrandol ze świec zawieszony przy suficie. Chwilę później poczułem silny wiatr. Tylko, że drzwi i wszystkie okna były zamknięte.
   - Fryderyku.
   Pobiegłem w głąb kościoła, czując coraz silniejszy wiatr.
   Nagle znalazłem się w jakimś dziwnym pomieszczeniu, w którym panował półmrok. Kiedy mój wzrok przyzwyczaił się już do ciemności, dostrzegłem ojca stojącego pod ściną z witraży, przedstawiających wilki i łabędzie.  Trzymał coś w jednej ręce. Nie widział mnie.
   - Fryderyku!
   Był jakby w transie, jego usta recytował dobrze znane mi słowa. Cicho do niego podszedłem, aby przyjrzeć się Piórze.

   I nagle się obudziłem.
   Znajdowałem się nadal w helikopterze, rozciągnięty na wygodnym fotelu z uchwytem na kubek. Ojciec stał nade mną i gorączkowo mi się przypatrywał.
   - Zaraz lądujemy.

***

   Ilia

   W kradzieży straciłyśmy wiele, ale nie najważniejsze rzeczy. Wszystkie dokumenty miałyśmy przy sobie, tak samo jak portfele i komórki. Brakowało tylko jednego chłopaka, mojego gapowatego, przyrodniego brata. 
   Judy wzięła całą sprawę za bardzo do siebie, cały czas nerwowo chodziła po pokoju i próbowała coś powiedzieć, ale brakło jej słów. 
   Celina... spała. Nic dziwnego, po takiej nocy zrobiłabym to samo. 
   - Co my teraz zrobimy? - Wykrztusiła w końcu Judy. Rozdarcie na jej bluzce powiększyło się i odsłoniło kawałek brzucha. 
   - Polecimy do Clermont. - Wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
   Jednak Judy nie podzielała mojego entuzjazmu. 
   - A Sam? Jak zapłacimy za bilety na samolot? 
   Wzruszyłam ramionami. 
   - Czasem trzeba iść po trupach. Z pieniędzmi nie będzie problemu, w końcu jestem córką Drugiego Wilka. - Nie dawałam się odwieść od mojego planu. 
   - Która uciekła z zakonnego więzienia! - Judy robiła się coraz czerwieńsza na twarzy, a Celina zaczęła coś pomrukiwać i wiercić się na łóżku. - Nie wierzę, że w ogóle nie przejmujesz się Samem. To twój brat! 
   - Tak, ale tu chodzi o coś więcej, niż jedno życie. - Odparłam spokojnie. 
   Judy opadła na łóżko obok Celiny, której przydałby się prysznic. 
   - Sugerujesz, że nie żyje? - Jej głos drżał,  a oczy robiły się szkliste. 
   - Judy... - Mruknęłam. - Nie sądzisz, że lepiej spodziewać się najgorszego, a potem być mile zaskoczonym?
   Brunetka odpowiedziała od razu.  
   - Nie. 
   - Dobrze. - Zaplotłam rękę na rękę. - W takim razie ty na niego czekaj, nie wiadomo jak długo. Ja w tym czasie polecę do katedry w Clermont. 
  Judy wzięła głęboki oddech i zacisnęła na pościeli drobne palce. 
   - Zgoda. - Zrobiła krótką pauzę. - Skoro tak musi być, to niech będzie. Ale... co z nią? - Wskazała głową na Celinę. 
   - Ze mną to ona na pewno nie poleci. - Warknęłam i przełożyłam ciężar na drugą nogę. 
   - Proszę. - Błagalnie na mnie spojrzała. - Będę czekała na Sama, ale mam też dużo obowiązków. Muszę wrócić do mojej kwiaciarni i zajrzeć do mojego... znajomego. Nie będę miała do niej głowy. 
   Westchnęłam z utęsknieniem za dawnym życiem - prywatnymi nauczycielami, kolacjami z ojcem i dostojnikami zakonu, zalotami młodych arystokratów, nieprzespanymi nocami, wpatrywaniem się godzinami w ciemne niebo i sekretnymi spotkaniami z przyjaciółmi. 
   - Dobrze. - Zacisnęłam powieki i próbowałam odeprzeć od siebie najsilniejszą w tym momencie myśl - za jakie grzechy?

***

   Sam

   Po kilku nieudanych próbach, w końcu znalazłem się w pokoju managera. Był urządzony w jasnych kolorach, na ścianach wisiał plakaty z autografami discopolowych zespołów. Na jednym z nich dostrzegłem dziewczynę z ciemnymi lokami i chłodnym uśmiechem, ubraną w koszulę związaną nad pępkiem i shorty, które odsłaniał zbyt wiele ciała. Była to Caroline.
   Kilka minut później odnalazłem moją koszulę zwiniętą i rzuconą pod biurko. Kawałek dalej, na podłodze leżał mój telefon z potłuczoną szybką.
   Cudownie.
   Nagle ktoś wszedł to pokoju. Białowłosy chłopak z łazienki był zaskoczony, gdy zobaczył mnie pod biurkiem, klęczącego i opartego na  łokciach, w dodatku trzymającego koszulę w zębach, pochylonego nad zniszczonym telefonem.
   Błyskawicznie się podniosłem.
   - Powinienem być na ciebie zły, Samuel. Ale... co ty tu robisz przystojniaku? - Miguel szeroko się uśmiechnął.
   - To twoje biuro? - W myślach błagałem, aby tak nie było.
   - No yaha, że tak. - Uśmiech nie schodził z jego twarzy.
   Szkoda, że wcześniej o tym nie pomyślałem.
   Więc... wychodzi na to, że jestem jednocześnie z managerem jakiegoś klubu i z gwiazdką discopolo?
    Lepiej być nie mogło...
   Pora się stąd wyrwać. Celina, Judy, Ilia, nadchodzę!

                        
Light

sobota, 20 maja 2017

Rozdział 34

Sam

- Jadę z wami - powiedziałem stanowczo - Czy to ci się podoba, czy nie - dodałem patrząc na siostrę.
Ta spojrzała na mnie wkurzona.
- Nie potrzeba nam człowieka, który jest na granicy załamania - warknęła.
Posłałem jej mordercze spojrzenie.
- Jedziemy tylko do Dorotei, Sam. Nie zdążyła nam tego powiedzieć podczas ucieczki - powiedziała  wzdychając.
- To ja zostanę jednak w hotelu - mruknąłem.
   Poczekałem aż dziewczyny wyszły i rzuciłem się na największe łóżko. Położyłem sobie poduszkę na klatce piersiowej i zacisnąłem na niej ręce. Ani trochę nie wierzyłem Ilii i Celinie. Uśmiechnąłem się na myśl, że zawsze istnieje rozwiązanie dla kogoś takiego jak ja teraz - śledzenie.
   Byłem już przy drzwiach, kiedy ujrzałem swoje odbicie w lustrze. Zdecydowanie nie wyglądałem najlepiej. Ubrania sprzed ucieczki z willi... musiałem się przebrać.
   W błyskawicznym tempie odpakowałem torby z ubraniami i wysypałem ich zawartość na podłogę. Później będę martwił się ich sprzątaniem. Drżącymi rękoma wygrzebałem ze sterty granatowe wizytowe spodnie oraz białą koszulę z długim rękawem. Buty będą musiały pozostać bez zmian.Wzruszyłem ramionami, przebrałem się i wybiegłem z pokoju.
   Na korytarzu potknąłem się o szary, pierwotnie biały, dywan, ale w ostatniej chwili odzyskałem równowagę. Biegłem po schodach jak szalony, nie myśląc o niczym innym. Minąłem recepcję i chwilę potem byłem już na dworze. Było chłodno i ciemniej niż kilka chwil wcześniej. Na szczęście w oddali majaczyły mi trzy mocno gestykulujące postacie.

   Ilia

   Spojrzałam z politowaniem na strój Celiny. Jak do kombinezonu bez ramiączek można nie dobrać żadnej biżuterii? Cicho prychnęłam i ją wyprzedziłam.
   Po chwili rozejrzałam się dookoła. Nic specjalnego - małe sklepy, kawiarnia, jakiś dom z ogrodem, a na końcu ulicy nasz cel.
   Weszłyśmy do huczącego krzykliwą muzyką klubu. Celina wepchnęła się przede mnie, przepuściłam Judy i podeszłam do bramkarza.
   - Jak się nazywacie? - Zapytał nosowym głosem i zaczął nam się przypatrywać. Dyskretnie z góry spojrzałam na listę gości, którą trzymał.
   - Silence d'April, Hope Donovan i Regina Moore. - Przeczytałam nazwiska z listy i dumnie zadarłam głowę.
  Ochroniarz zmrużył oczy i założył rękę na rękę. Spojrzałam na jego łysą głowę i mocniej zacisnęłam palce.
   - Regina Moore odwołała swoje przyjście kilka minut temu. - Bramkarz odchrząknął.
  Oparłam rękę na biodrze i nie dając dojść do słowa moim towarzyszkom spojrzałam mu w oczy i uroczo się uśmiechnęłam.
   - Panie... - Zerknęłam na jego plakietkę z imieniem. - ...Masonie, moja przyjaciółka stoi obok mnie, więc wszystko wskazuje na to, że to pomyłka. Po za tym - ciągnęłam mimo uniesionych brwi ochroniarza. - Jej chłopak, Boyd, chce ją ograniczać i odwołał jej rezerwację. Dlatego teraz anulujemy to co mówił. - Spojrzałam na Celinę, tymczasowo Reginę.
   Blondynka stanęła obok mnie i spojrzała Masonowi prosto w oczy.
   - Proszę nas przepuścić.
   Ochroniarz pokręcił głową, ale po chwili byłyśmy już w środku budynku.
    Zamówiłyśmy trzy drinki, dla każdej z nas taki sam, choć ani ja, ani Celina i Judy nie zmierzały pić. Nie chciałyśmy wyglądać podejrzanie, a umysły musiały być trzeźwe.
   Zaczęłyśmy rozglądać się po klubie, szukając Amoira Lancastera, członka Zakonu Łabędzi.
   Minęło sporo czasu, zrobiło się już naprawdę późno i myślałyśmy, że mężczyzna nie przyjdzie, jednak chwilę później dostrzegłyśmy go. Lancaster był trzydziestoletnim Hiszpanem z wyjątkowo ładnymi oczyma. Był ubrany w obcisłą białą koszulę, która podkreślała jego wysportowane ciało i czarne spodnie sięgające przed kostkę. Wyraz jego twarzy był tajemniczy.
   Spojrzałam na Judy i razem do niego podeszłyśmy.

***

   Wyszłyśmy z baru, kiedy zaczynało świtać. Celina stawiała chwiejne kroki, a Judy, mimo, że cierpiała na ból głowy i jej bluzka była rozerwana na jednym szwie, dzielnie ją podtrzymywała. Ja szłam bardziej z przodu i z uśmiechem na twarzy ściskałam w lewej dłoni prostokąt papieru, na którym było wszystko, czego potrzebowałyśmy. I prywatny numer telefonu Amoira, z którym już byłam umówiona. 
   Nagle usłyszałam za sobą niepokojące dźwięki. Dyskretnie się obejrzałam i dane mi było zobaczyć Celinę wymiotującą na chodnik whiskey z colą i krążkami z cebuli. 

***

   Pociągnęłam za klamkę do naszego hotelowego pokoju. Drzwi były otwarte, a Judy nawet jeszcze nie wyciągnęła klucza. Coś tu było nie tak. Czyżby Sam zasnął, nie zamykając się od środka? 
   Razem z Judy cicho wślizgnęłyśmy się do pokoju, pozwalając Celinie, aby na chwilę usiadła oparta o ścianę na korytarzu.  
   Nikogo nie było w pokoju. Puste torby leżały na dwuosobowym łożu. Zdenerwowana zajrzałam do szafy. Wiała pustkami. 
   Judy powiedziała wtedy to, co do mnie dotarło sekundę wcześniej:
   - Ilia - ścisnęła drobne dłonie i zacisnęła usta. - Okradziono nas. 

***

   Sam

   Obudziło mnie czyjeś głośne beknięcie. Gdzie ja właściwie byłem? 
   Rozejrzałem się dookoła - białe płytki, tania lampa na suficie, pojemnik na papier. Czyli kabina w toalecie. Byłem oparty o toaletę i przygniatał mnie jakiś pijany facet. Trzymał głowę na moim gołym torsie, a jego ręka zwisała obok mojej nogi. Miał zmierzwione białe włosy z czarnym odrostem i kilka piegów na nosie i policzkach. Śmierdziało od niego czosnkiem, ode mnie też. 
    Nagle mężczyzna otworzył oczy i szeroko się uśmiechnął.  
   Przypominał mi kogoś. 
   - Dzięki za miły wieczór.- Zwęził oczy i usiadł obok mnie. 
   Uważnie mu się przyjrzałem. Wyglądał zupełnie jak...
   - F-Franklin? - Wyjąkałem. Łzy pociekły z moich oczu. - Przecież ty...
   - Miguel. - Odparł chłodno. - Miło by było, gdybyś zapamiętał choć moje imię. 
   Wpadka. Przeczesałem ręką włosy. Zerknąłem na oczy Miguela. Srebrne, nie czarne. Trzeba było bardziej zwrócić na nie uwagę. 
   - Przepraszam, muszę już iść. - Rzekłem po chwili i z zażenowaniem uciekłem z kabiny. 
   Wszedłem do ciemnego pomieszczenia z mnóstwem osób. Na ścianie widniał napis Paradais. 
   Poczułem dotyk na gołym ramieniu. Gwałtownie się obróciłem. Ujrzałem szczupłą brunetkę w prześwitującej sukience do kostek i wysokich szpilkach. Spróbowałem sobie przypomnieć kim ona jest, ale za nic nie mogłem jej skojarzyć. 
   - Szukałam cię pół nocy. - Wydęła usta i pocałowała mnie w policzek. - Sam, martwiłam się o ciebie. 
   - Przepraszam... - Odwróciłem spojrzenie i spróbowałem dyskretnie zetrzeć szminkę z policzka. 
   - Mam nadzieję. - Lekko się uśmiechnęła. - Przecież nie spędziłeś całego wieczoru z kimś mało ważnym. Caroline  Vixien to nie byle kto. - Złożyła gorący pocałunek na moich ustach i pociągnęła mnie w kierunku baru. 
   Zmarszczyłem czoło i wyrwałem rękę z jej uścisku. 
   - Gdzie moja koszulka? - Zagryzłem usta i czekałem na jej odpowiedź. 
   - Bez niej wyglądasz o niebo lepiej, Sam. - Caroline się uśmiechnęła. - A tak na poważnie, jest w gabinecie managera. Pamiętasz jak tam dojść?
   - Jasne. - Szybko skłamałem i zacząłem pchać się przez tłum młodych ludzi.
   Gdzie ja jestem? Po co? I kim, do cholery, jest ta dziewczyna?
  Pomacałem w kieszeni szukając telefonu.
  I gdzie jest moja komórka? 

                                    
Light & Dark

środa, 29 marca 2017

Bohaterowie

  Ostrzeżenie!

Poniżsi aktorzy są tylko naszym (autorek) wyobrażeniem bohaterów "Srebrnego pióra'' a niniejszy post nie ma na celu ograniczenia waszej wyobraźni, ani, o zgrozo, zniszczenia wam waszego obrazu bohatera.
                                                           

  Bohaterowie główni 

                               
Celina Holmes
                                Gage Golighty                                
                                                                  



Fryderyk Licht 
 Ian Somerhalder 
 

Sam Licht
Froy Gutierrez 

Znalezione obrazy dla zapytania anna popplewell 

Judy Baker
Anna Popplewell

Znalezione obrazy dla zapytania theo james 

Franklin
Theo James


Podobny obraz

Ilia Licht
Maria Pawłowska

Znalezione obrazy dla zapytania ben hill

Ludwik Licht
Ben Hill

Znalezione obrazy dla zapytania dylan o'brien 

Kacper Muriel - Tomson
Dylan O'Brien

Znalezione obrazy dla zapytania dave legeno 

Andrzej
Dave Legeno

Podobny obraz 

Dorotea
Bernadette Lafont  

Znalezione obrazy dla zapytania pierre richard 

Lord Nelson
Pierre Richard 

 Znalezione obrazy dla zapytania liam hemsworth 

Michael Muriel - Tomson 
Liam Hemsworth

 
Znalezione obrazy dla zapytania tyler hoechlin

                                                             
Bożydar Czarniecki
Tyler Hoechlin  

                                          
Light & Dark 

wtorek, 21 marca 2017

Spis treści

Rozdział 33 cz. II

   Sam

   To było jak krwawy sen. Chociaż nie. Sen to złe określenie. Raczej koszmar. To było jak krwawy koszmar. Nawet teraz, gdy cały czas się trzęsąc jechałem na tylnym siedzeniu samochodu, czułem spazmatyczne ruchy Franklina, jedne z ostatnich wspomnień z nim związanych.
   - Kocham cię. - Powiedziałem bezgłośnie. - Jak cholera.
   Ilia siedziała sztywno obok mnie, część jej fioletowych włosów spływała po moim ramieniu. Na początku chciała coś do mnie powiedzieć, ale się powstrzymała. Pewnie zrezygnowała z tego, aby zapytać, czy jestem biseksualistą. Subtelne zachowanie, w przeciwieństwie do Celiny.
   - Sam, czy ty mnie zdradzałeś? - Miałem szczęście, że odgradzała mnie od niej Ilia. - Jak mogłeś?
   Pozwoliłem sobie przemilczeć odpowiedź.
   - Jesteś okropny. Ja nigdy bym ci tego nie zrobiła. A zwłaszcza z dziewczyną! - Każde słowo wypowiedziane jej piskliwym głosem raniło mnie. Za każdym razem rana zaczynająca się przy sercu, powiększała się.
   Miałem dość.
   - Celina, przymknij ryj. - Nawet nie zaszczyciłem jej spojrzeniem. - Mam cię powyżej uszu. - Cały czas wpatrywałem się w krajobrazy. - Zjeżdżaj stąd.
   Kątem oka dostrzegłem jak Ilia się uśmiecha.
   Celina zaniemówiła. Jej jedyną reakcją było ciągłe zginanie i prostowanie palców oraz mruczenie słów, których sens rozumiała tylko ona.
   Dorotea, która starała się nie przysłuchiwać rozmowie wysiadła z auta i przekazała kierownicę Judy.
   - Dziękuję za podrzucenie mnie aż tutaj. - Jej spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem kwiaciarki. - Zajmę się Andrzejkiem dopóki nie wrócicie.
   Judy podziękowała jej skinieniem głowy, gdy doszła do wniosku, że nie zdoła dobrać odpowiednich słów i kiedy starsza pani zatrzasnęła drzwi, nacisnęła pedał gazu.
   Oparłem głowę na ramieniu Ilii, a ona ignorując zabójcze spojrzenie Celiny, zaczęła głaskać mnie po włosach.
   - To moja siostra. - Wychrypiałem do Judy, choć tak naprawdę była to informacja dla Celiny.
   - Nie miałam pojęcia. - Szatynka zjechała na prawy pas i na krótką chwilę obejrzała się na mnie. Jej spojrzenie wyrażało wszystko to, czego potrzebowałem.
   Od tamtej pory Celina wpatrywała się w okno, delikatnie drżąc, dopóki Judy nie zaproponowała jej, żeby usiadła z przodu. Ilia chciała zająć miejsce blondynki, ale poprosiłem ją, żeby została najbliżej mnie jak się da.
   Dziewczyna zastępowała mi Fryderyka, który zawsze przy mnie był. Chciałem mu wszystko opowiedzieć, wypłakać się w jego koszulę i dostać z pięści. Pragnąłem jego obecności, tego aby zmaterializował się obok mnie. Ale co dziwne, nic z tego się nie spełniło.
   Nagle parsknąłem śmiechem. Głębokim śmiechem z wnętrza mnie. Zdrowym śmiechem. Śmiechem, pozwalającym na zapomnienie o śmierci bliskiej osoby, o braku podparcia, o końcu miłości, o samotności w tłumie, o całym świecie... 

***

   - To był zły pomysł. - Nie do końca mogłem stwierdzić do kogo należał głos. - Jest za ciężki. - Kojarzyłem go, ale nie mogłem dopasować do właściciela. 
   Spróbowałem otworzyć oczy. Za jasno. Mocno zacisnąłem powieki. 
   - Celina, szybciej! - Chwila... To była Ilia. 
   Ponowiłem próbę otwarcia oczu. Jasno, ale da się przeżyć. Poczułem jak cztery dłonie ściskają moje ciało. Obok mojej głowy szła Ilia, przy nogach Judy. Gdzie Celina?  
   - Obudził się. - Judy westchnęła z ulgą. 
   - Niech teraz radzi sobie sam. - Ilia puściła moje ramiona i nagle moja głowa poleciała w dół. 
   Ujrzałem do góry nogami drobną blondynkę targającą jakieś bagaże. Celina. 
   Judy pomogła mi stanąć na nogi i posłała Ilii zabójcze spojrzenie. 
   - Następnym razem możesz być delikatniejsza. 
   Zignorowałem ją.
   - Co się dzieje? - Spojrzałem po kolei na wszystkie kobiety. Celina nawet na mnie nie spojrzała, dalej walczyła z torbami. Ilia znacząco spojrzała na kwiaciarkę. - Więc?
   - Spałeś. Mocno. - Judy miło się do mnie uśmiechnęła. - Nie chciałyśmy cię budzić. 
   - Serio? - To ma być powód całej tej sytuacji?
   - Ani nieść tych toreb. - Ilia wzruszyła ramionami. - A ktoś musiał. 
   Celina nagle rzuciła wszystkie bagaże i mijając nas bez słowa ruszyła do budynku stojącym kilka metrów prze nami, hotelu Yellow Bird. 
   - Wariatka. - Mruknęła Ilia. 
   Nie odezwałem się, zamiast tego przyniosłem torby i poszedłem za Celiną, zostawiając Judy i Ilię same. 

***

   Nigdy nie mieszkałem w jednym pokoju z dziewczyną. A tym bardziej z trzema. Nasze tymczasowe mieszkanie obejmowało jedną dużą sypialnię i łazienkę zbyt małą, na cztery osoby.  
   Ściany pokoju były pomalowane beżową farbą, na jednej wisiała reprodukcja "Damy z łasiczką". Na podłodze leżał biały dywan, który miał już za sobą lata świetności. Szafa stojąca koło łóżka Ilii kryła w sobie nasze bagaże - trzy torby nowych ubrań dla Celiny i Ilii oraz jedna z rzeczami dla mnie i Judy. Była jeszcze czwarta z rzeczami na drogę. 
   Judy zajęła łóżko pod oknem i położyła klucz do pokoju na parapecie. Kiedy na niego patrzyłem, widziałem tylko recepcjonistkę przydzielającą nam pokój.
   - Ile osób? - Kobieta w średnim wieku  miała szorstki głos i nad wyraz spokojną twarz. 
   - Cztery. - Ilia zacisnęła palce w pięść i położyła ją na ladzie. 
   - Ile pokoi?
   - Wystarczy jeden. - Judy wyjęła ze spodni kartę płatniczą. Wszyscy spojrzeli na nią z wyrzutem. 
  - Oczywiście. - Kobieta najpierw spojrzała na mnie, potem po kolei na każdą z dziewcząt, nie próbując nawet ukryć rozbawienia. - Miłej zabawy.
   Judy jedynie wzruszyła ramionami.

   Do rozstrzygnięcia pozostała tylko kwestia tego, gdzie będę spał. Łóżko Judy i tak było dla dzieci, a nikt z obsługi nie chciał go wymienić, pozostawały więc Ilia albo Celina. Najpierw spojrzałem na siostrę.
   - Nie. - Leżąc na brzuchu Ilia czytała jakieś czasopismo.
   - Celina? - Blondynka malowała sobie paznokcie na dwuosobowym łożu.
   - A któryś z twoich kolegów się do nas przyłączy?
   - Nie? - Nie rozumiem dlaczego tak bardzo to przeżywa.
   - To nie. - Dziewczyna pokazała mi język. - Prysznic na ciebie czeka, Sam.
   - Stokrotko... - Wyciągnąłem rękę w jej kierunku.
   - Nie dotykaj mnie. Nigdy.
   Ilia podniosła głowę znad gazety i przyglądała nam się z uśmiechem.
   - Czas leczy rany. - Szepnęła. - Pójdę się przebrać.
   Celina zerwała się z łóżka.
   - Ja też.
   - Chyba się spociłam. - Judy dołączyła do nich w łazience.
   Szkoda, że zapomniały nowych ubrań. Uśmiechnąłem się do siebie. Po chwili usłyszałem wołanie.
   - Sam! - Krzyknęła Celina.
   Zaniosłem torby pod drzwi łazienki. Celina wychyliła się zza drzwi, ubrana jedynie w bieliznę.
   - Zamknij oczy, odejdź stąd i się do mnie więcej nie odzywaj. - Każe słowo coraz bardziej akcentowała i mówiła bardziej oschle.
   - Jak sobie życzysz.
   Dziewczyna zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Zacząłem spacerować po pokoju.
   - Myślałem, że robicie jakąś naradę przeciwko mnie. - Nie mogłem się już dłużej powstrzymać.
   Odpowiedziała Ilia.
   - Robimy.
   - Nago?
   - A co ci do tego?
   Przeszły mnie ciarki.
   Po pół godzinie wszystkie trzy panie wyszły z łazienki zupełnie inne niż wcześniej. Ilia była delikatniejsza, Judy bardziej wyrazista, Celina groźniejsza.
   Ta pierwsze miała subtelny makijaż, włosy uczesane w kłosa, jasno szarą sukienkę do połowy uda i czarne balerinki. Włosy Judy ślicznie falowały się po warkoczu, jej oczy były ozdobione czarną kreską i na tym właściwie kończył się jej makijaż. Założyła białą koszulę z dekoltem w serek, zielone jeansy i czarne szpilki, ale nawet wtedy nie była tak wysoka jak Ilia. A Celina... ona miała na sobie czarny kombinezon i kremowe buty na obcasach. Jej włosy były uczesane w koronę, a usta pomalowała krwistoczerwoną szminką.
   - Bardzo ładnie. - Pochwaliłem Judy i Ilię.
   - Jak zawsze. - Ilia szerzej się uśmiechnęła.
   - Mi tego nie powiesz? - Żyła na szyi Celiny drgała nerwowo.
   - Ymmm... Judy, powiedz jej, że zabroniła mi się odzywać.
   Judy położyła dłoń na gołym ramieniu Celiny. Widziałem, jak dziewczyna napręża się.
   - Celina, Sam mówi...
   Blondynka machnęła lekceważąco ręką.
   - Słyszałam.
   - Celina, bądź już cicho. - Ilia spojrzała na nią jak na służącą. - Musimy już iść.
   - Niby gdzie? - Czemu one nigdy mi niczego nie mówią?
   - A raczej po co, Sami. - Judy szybko spakowała małą torebkę w kształcie serca. - Idziemy po pewną informację.
   - Przecież niedługo mieliśmy stąd wyjechać. - Zmarszczyłem czoło i cofnąłem się.
   - No właśnie. Przecież musimy wiedzieć gdzie. - Ilia cicho prychnęła.
   - A ja? - Nie ma mowy, abym został sam.
   - Nie jesteś nam potrzebny. - Bardzo cenię delikatność mojej siostry. - Zostajesz.



                                          
Light